Czym jest 52 new things challenge?
Wymyśliłam to wyzwanie 9 lat temu w momencie, gdy czułam, że rutyna powoli odbiera mi poczucie, że naprawdę żyję. Takie same dni sklejały się w takie same tygodnie, a te w miesiące. Kiedy próbowałam sobie przypomnieć cokolwiek z tamtego okresu, wciąż widziałam w głowie te same obrazy. Szczątki wspomnień, które miałam, mogły wydarzyć się zarówno w lutym, jak i w listopadzie. Wszystko było do siebie tak podobne. Zaczęło mi to mocno przeszkadzać, więc postanowiłam, że w ciągu roku spróbujemy wraz z mężem 52 nowych rzeczy — po jednej na każdy tydzień roku.
Przez 8 lat skrupulatnie odnotowywałam wszystkie nowe doświadczenia, które udało nam się przeżyć (pisałam o nich wielokrotnie w 2017, 2018, 2019, 2020, 2021, 2022, 2023 i 2024 roku) . Część z nich była dokładnie zaplanowana, część była efektem spontanicznych decyzji lub przypadku. Niektóre były drobnostkami, jak próbowanie nowych owoców czy potraw, inne — przygodami większego kalibru, jak lot balonem, nocny spacer z pochodniami czy zakup domu na wsi. Każda jedna rzecz z tej listy, nieważne jak niewielka, sprawiała, że czułam, że żyję, a moja energia życiowa nie służy jedynie do wypełniania codziennych obowiązków.
W tym roku zabrakło mi sił i motywacji, żeby kontynuować zliczanie punktów do wyzwania. To nie tak, że nie próbowałam i nie robiłam nowych dla mnie rzeczy — tego nawyku, wykształconego przez 9 lat, nie da się tak po prostu wyplenić. Jednak przez ostatnie 12 miesięcy moja uwaga była zaprzątnięta wieloma sprawami, a energii też nie miałam jakoś wybitnie dużo. W efekcie monitorowanie postępów wyzwania czy aktywne szukanie okazji do doświadczania czegoś nowego zeszło na dalszy plan.
Efekt? Pod koniec roku, kiedy wreszcie przestałam biec przez codzienność i znalazłam czas na podsumowanie, zorientowałam się, że nie mam pojęcia, na czym ten rok mi minął. Jedyne, co zapamiętałam, to praca, wychowywanie szczeniaka, codzienne spacery z psem — ciągle w te same miejsca — ogrom czasu, wysiłku, pieniędzy i łez włożonych w leczenie oraz rehabilitację naszych zwierząt, które w tym roku, każde po kolei, przechodziły poważne kryzysy zdrowotne, a w końcu także ogrom łez po stracie jednego z nich.

Mój rok wyglądał zupełnie inaczej, niż go zapamiętałam
Kiedy próbowałam sobie przypomnieć, co robiłam w maju (moim ulubionym miesiącu), nie byłam w stanie przypomnieć sobie nic. Absolutnie nic.
Czy muszę dodawać, że było mi bardzo źle z tym uczuciem?
Zrobiłam więc szybki przegląd zdjęć i okazało się, że maju działo się całkiem sporo. W majówkę robiliśmy grilla w puchówkach (na dworze było 8 stopni), zabraliśmy psa pierwszy raz nad morze, odwiedzili nas znajomi, z którymi jeżdziliśmy na wycieczki po okolicy, zrobiliśmy sobie sosnową czekoladę, byliśmy na rodzinnym ogniusku i na komunii. Zabawne, jak szybko takie rzeczy ulatują z pamięci (więcej o tym dlaczego nieutrwalane wspomneinia nam tak szybko uciekają przeczytasz w tej książce).
Zrobiłam więc przegląd wszystkich zdjęć z całego roku i okazało się, że wspólnie z mężem doświadczyliśmy 47 nowych rzeczy, w tym:
-
-
spróbowaliśmy 16 nowych smaków (m.in. zrobiliśmy przepyszne wino porzeczkowe i nauczyliśmy się piec fantastyczne tarty w różnych odsłonach),
-
jedliśmy w 3 nowych punktach gastro,
-
odwiedziliśmy 25 nowych miejsc (wejście na Pilsko i wieżę widokową na wyspie Uznam wspominam najlepiej),
-
wspólnie zorganizowaliśmy 1 event — Nocną Kąpiel Leśną i Noc Sów na Wzgórzach Dylewskich,
-
przywitaliśmy 1 nowego członka rodziny — naszą kotkę Tayę
- próbowaliśmy swoich sił w tryktraktu (ale wciąż nie mam pewności, czy rozumiemy zasady tej gry).
-
Ja sama uzbierałam dodatkowe 9 nowych doświadczeń (m.in. zagrałam pierwszy raz w życiu w golfa!).



Po dłuższym zastanowieniu przypomniałam sobie także o kilku sukcesach tego roku:
-
wystąpiłam na konferencji Polskiego Towarzystwa Kąpieli Leśnych i Terapii Leśnej,
-
udzieliłam dwóch wywiadów (o ironio, jeden z nich dotyczył właśnie tego wyzwania),
-
wzięłam gościnny udział w jednym podcaście (do posłuchania tutaj),
-
skończyłam studia podyplomowe z ekopsychologii, ekoterapii i zmiany społecznej,
-
w ramach marki Zielono w Głowie przeprowadziłam około 20 kąpieli leśnych.
Wnioski na przyszłość
Czy zrobiło mi się lepiej na sercu po zrobieniu tego podsumowania?
Oczywiście, że tak.
Czy wyciągam z tego roku jakieś wnioski na przyszłość?
Pewnie, że tak.
Dziesiąty rok zabawy wypada świętować z przytupem. Na ten moment zaplanowane mam tylko jedno — ale jakie grube! — doświadczenie. Reszta, wiem, że przyjdzie sama.
2026, czekam na to, jakie przygody mi przyniesiesz.




